Oristek niesie pomoc!

Dzieci w rodzinie ORiSTO odgrywają szczególną rolę i to z myślą o nich powstał sam Oristek – firmowa maskotka. Jest wyjątkowy i niepowtarzalny ponieważ powstał dzięki pomysłom dzieci naszych pracowników.

Nie można go kupić w żadnym sklepie, jest ściśle związany z naszą firmą i tylko od nas można go będzie nabyć w wyjątkowych sytuacjach. Taką wyjątkową sytuacją jest akcja charytatywna, którą prowadzimy przy okazji Biegu Stolarskiego ORiSTO o Złoty Hebel.

W tym roku pomagamy malej Lence Cichorskiej, którą mogliście poznać wcześniej na naszej stronie. Dla niej Oristek gotów jest zamieszkać w domach tych wszystkich, którzy chcą pomagać innym.

Zachęcamy Was do włączenia się w pomoc naszej małej wojowniczce zmagającej się z nieuleczalną chorobą, która wymaga stałej rehabilitacji i opieki medycznej.

Ilość maskotek wystawionych do sprzedaży jest ograniczona, ponieważ są one wykonywane ręcznie przez wyjątkowe osoby.

[Tutaj…] Możecie zakupić maskotkę, z której cały dochód przeznaczamy na rehabilitację Lenki.

Niedawno do naszej oristowskiej rodzinki dołączyła nowa postać – Oristek, który najwidoczniej był z ORiSTO od samego początku, ponieważ zna naszą firmę jak nikt inny. Ten niebieski chłopiec stał się naszą firmową maskotką, która od tej pory będzie towarzyszyć nam we wszystkich wydarzeniach. Wszyscy w ORiSTO już go pokochali a nie było to trudne, ponieważ jego historia przenosi wszystkich do czasów dzieciństwa. Oristek zamieszkał już w domach niektórych dzieci i nadal czeka na kolejnych przyjaciół.

Historia prawdziwa Oristka z ORiSTO

Oristek powstał z dziećmi i dzięki dzieciom naszych pracowników. Dzięki ich twórczości i rysunkom. Oristek jest realną postacią, maskotką firmy ORiSTO.

Bajka o Oristku

Dawno dawno temu, za lasami, za górami, pośród jezior i rzek, w wielkim domu żył sobie mały chłopiec. Dom, w którym mieszkał, był inny niż cała reszta. Mieścił się w wiosce przez którą codziennie przejeżdżały pociągi, z których pasażerowie przyglądali się jego dziwnemu domkowi. Chłopiec też nie był zwyczajnym chłopcem. Nie wiadomo dlaczego, jego skóra była niebieska, a uszy ciemne i szpiczaste.

W jego domu było mało okien, miał za to wielkie drzwi, wszystko wykonane z blachy. Wewnątrz domu było niezwykle głośno, a w nim niemal codziennie gościło wiele osób z pobliskich miast i wiosek. Wszyscy ciężko nad czymś pracowali… jedni coś przycinali, inni coś szlifowali, kolejni lakierowali i składali… aż na samym końcu Ci ostatni pakowali to na ogromne samochody, które codziennie opuszczały wrota domu małego chłopca. Żadna zawierucha, deszcz, śnieg ani gorące słońce nie mogły zakłócić ciężkiej pracy ludzi.

Każdego dnia niebieski chłopiec przyglądał się tym wszystkim ludziom ale nie miał odwagi do nich się zbliżyć. Dziwił, że są tak silni i zdeterminowani, żeby codziennie tak ciężko pracować.

Pomimo tylu towarzyszy, czuł się bardzo samotny. Co kilka godzin grupa osób opuszczała jego wielki dom, żeby dać miejsce kolejnej grupie, która z takim samym mozołem pracowała nad przycinaniem, lakierowaniem, składaniem… Zawsze sami dorośli: kobiety i mężczyźni ale nigdy, przenigdy dzieci… Ilekroć drzwi jego domu się otwierały i zawitali nowi goście, tylekroć mały chłopiec cieszył się z ich towarzystwa. Po chwili okazywało się jednak, że wszyscy oni są bardzo zajęci swoją pracą i jak zwykle, chłopiec nie miał z kim się bawić i komu opowiadać swoich zabawnych historii.

Chłopiec i jego wierny towarzysz – pies Saba, zawsze byli obecni w tym wielkim przedziwnym domu nawet wtedy gdy wszyscy inni już go opuścili.

Pewnego dnia, ku zaskoczeniu chłopca, inaczej niż zwykle, brama jego posesji otworzyła się najszerzej jak mogła i razem z dorosłymi przyszły dzieci. Chłopiec i Saba z zaskoczeniem spojrzeli na siebie, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Hmm, co się stało, dlaczego tym razem przyszły też dzieci? – zastanawiał się chłopiec, chociaż był z tego powodu bardzo zadowolony.

Dzieci od razu go zobaczyły i nie czekając ani chwili, podbiegły do niego i jego psa Saby.

– Hej hej!! Jak się nazywasz, chłopczyku? Jak się nazywa Twój pies? Ile masz lat? Co tutaj robisz ? – dzieci zaczęły zasypywać chłopca pytaniami.

Chłopiec nie ukrywał swojego zaskoczenia. Stał z szeroko otwartą buzią, patrząc na rozkrzyczane i wesołe dzieci. I pomimo ogromnej radości, która przepełniała jego serce na widok innych dzieci, stał smutny, ponieważ nie znał odpowiedzi na zadane mu pytania… Nie wiedział ile ma lat, ani jak ma na imię. Jedyne co wiedział, to to, że mieszkał w swoim przedziwnym domu od zawsze, od kiedy pamiętał. Tylko Saba zadowolona z rozwoju akcji merdała ogonem, ciesząc się z wizyty nowych małych gości.

Dzieci w mgnieniu oka zauważyły, że chłopiec posmutniał. Postanowiły mu pomóc.

– Chłopczyku, nie martw się! damy Ci najpiękniejsze imię na świecie! Od dzisiaj będziemy wołać na Ciebie… Oristek! Przecież mieszkasz w wielkiej fabryce ORiSTO, gdzie pracują nasi rodzice. Codziennie wychodzą do pracy, do miejsca, w którym mieszkasz. Potem po wielu godzinach wracają do domu i czasem nam opowiadają o meblach, które powstają w Twoim wielkim domu, w fabryce mebli, a które trafiają do wielu ludzi na świecie – przedstawiały dzieci, opowiadając mu różne historie o jego domu – fabryce, w której mieszkał od zawsze.

Oristek rozchmurzył swoją niebieską buzię i uśmiechnął się szeroko, bo właśnie zrozumiał, czym jest jego dom dla dzieci i ich rodziców. Był wreszcie szczęśliwy, wiedział, że od dzisiaj będzie w sercach dzieci pracowników jego domu – fabryki ORiSTO i że dzieci będą go co jakiś czas odwiedzać.

Od tego dnia zawsze, kiedy rano, w południe i wieczorem przychodzili do jego domu kolejni pracownicy, aby znów produkować meble, Oristek zawsze machał do nich na powitanie swoją niebieską łapką i tak samo ich żegnał, wiedząc, iż ten gest sprawi, że ich dzień będzie lepszy od innych. Oristkowi niezmiennie towarzyszyła Saba – jego wierny pies przyjaciel…